Bywa, że jedno z partnerów, wyjeżdża na czas dłuższy albo długotrwała choroba zmusza go do wycofania się ze współżycia. Jeśli w takiej sytuacji druga strona zorganizuje sobie kontakty seksualne – powstaje pytanie, czy poinformować o tym stałego partnera. To wszystko zależy od tego, jakim jest on człowiekiem. Jeśli rozsądnym, to musi zdawać sobie sprawę, że może się to wydarzyć. Ale natura ludzka jest już taka, że nie chce dopuścić do świadomości rzeczy dla siebie niekorzystnych. Stały partner może sądzić, że uczucie drugiej strony jest na tyle silne, by powstrzymać ją przed kontaktami seksualnymi z kimś z zewnątrz. Jeśli dla zachowania dobrego samopoczucia, a może i poprawy zdrowotnej takie przeświadczenie jest konieczne i potrzebne, a także – jeśli w wyniku kontaktów seksualnych z nowym partnerem stała więź nie uległa nadwątleniu w swojej podstawowej warstwie – nie ma powodu ranić drugiej strony wyznawaniem prawdy.
Brak partnera seksualnego powoduje frustrację i zaburzenie w codziennym funkcjonowaniu, natomiast zdrada – dając rozładowanie napięcia, pogrąża równocześnie w niekończących się dylematach natury moralnej. Jest to na pewno inny rodzaj zdrady niż przypadkowe zbliżenie na delegacji służbowej, na wczasach, chęć przeżycia przygody czy znudzenie stałym partnerem. Inaczej też trzeba oceniać taki przypadki. Niekiedy dwoje ludzi łączy silna więź duchowa, świetnie się rozumieją, są gotowi wiele dla siebie zrobić, ale w pożyciu seksualnym są niedobrani i zbliżenie pozostawia w nich smutek i niespełnienie. Różnie rozwiązuje się takie sytuacje. Mężczyźni starają się zająć dodatkową pracą, sportem; kobiety wkładają więcej pasji w wychowanie dzieci, chorują, zaczynają się dokształcać. Ale podstawowa potrzeba nadal daje o sobie znać i nie sposób się z nią uporać.
Wiele kobiet twierdzi, że nie ma o czym rozmawiać ze swoimi ślubnymi, że po przyjściu z pracy czują się oni bardzo zmęczenie i najlepsze co mogą zrobić, to założyć ciepłe kapcie i patrzeć w telewizor. A przed ślubem? Przecież w okresie chodzenia zer sobą tych dwoje musiało o czymś rozmawiać, mieć jakieś wspólne zainteresowania, o czymś wspólnie marzyć i czegoś wspólnie pragnąć. Pragnąć, czyli do czegoś dążyć! Jeśli nawet tym, czego pragnęli, był wspólny dom, to też powinni pomyśleć, jaką wypełnią go treścią, na jakich podstawach oprą wspólną egzystencję. Słuchając relacji małżonków odnosi się wrażenie, że inni ludzie zdecydowali się na współżycie ze sobą i zupełnie inni zamieszkali razem. Cały obszar wspólnych zainteresować skurczył się albo w ogóle gdzieś zniknął. Jeśli nawet mąż kontynuuje je po ślubie, to jest to już teraz wyłącznie jego zajęcie.
Zwykle bywa tak, że po jakimś czasie – nawet udanego współżycia – kobieta jak gdyby zaczyna zapominać, że mąż jest także mężczyzną i w pieleszach domowych przestaje po prostu o siebie dbać. Nie każda, ale wiele żon hołduje zasadzie, że własnemu mężowi nie trzeba się już podobać. A mąż widzi na ulicy, w pracy, wśród znajomych zadbane, miłe kobiety i porównuje swoją wiecznie zirytowaną, niechętną żonę – w starym szlafroku i papilotach – z innymi. Porównanie to wypada ba niekorzyść ślubnej. W tym miejscu kobiety zwykle się oburzają. Są przecież bardzo obciążone pracą, domem, dziećmi, nie mają czasu na dbanie o siebie. Nie chcą czy nie potrafią zrozumieć, że nie chodzi o jakieś niezwykłe toalety, ale o higienę osobistą, schludną sukienkę na po domu, lekki makijaż, uśmiech.